Dorosły facet dostaje pod choinkę misia. Pluszanka ma szwy i rany, jest jakaś dziwna. „Jak ja go kocham – pomyślał – jest taki jak ja, niedoskonały”.

Przedstawiam Ruperta

Na święta 2017 roku, dostałem od siostry pluszowego misia. Dorosły facet, a dostał w prezencie pluszankę. Wzruszyłem się jak cholera. Kolana mi zwiotczały, kiedy Magda powiedziała, że się popłakała, kiedy kupowała tego misia. Rupert Ijuż – bo tak go nazwałem – jest jedynym egzemplarzem Ruperta na świecie. To, że jest misiem ręcznie robionym to pikuś. Rupert ma swoje własne szramy, szwy po ranach z przeszłości. Pokochałem go tak bardzo, kiedy zrozumiałem, że jest taki jak ja – niedoskonały.

Na swojej lewej nodze ma wyszyte „nobody is perfect” (ang. nikt nie jest doskonały)

– Erwin kupiłam Ci tego misia, bo nigdy nie miałeś własnej pluszanki – powiedziała do mnie siostra.

To prawda. Nie miałem swojej własnej pluszanki. Miałem jakieś zabawki, ale najczęściej sam robiłem sobie pistolet z patyka i żołnierzy z plasteliny, których spuszczałem na chusteczkowym spadochronie z balkonu. Gdybym dostał podobnego misia w dzieciństwie, to byłby on doskonały. Piękny uśmiech, błyszczące oczy i gładka sierść. Nieskalany. A jednak nigdy nie przywiązałem się do żadnej pluszowej zabawki. Do dziś…

Dostałem pluszankę jako dorosły mężczyzna. Z całym bagażem doświadczeń. Z całą jego radością i całym bólem, którego doznał. Możesz udawać, że zawsze było idealnie i że ilekroć uśmiechałeś się do zdjęć na Instagramie, to byłeś taki szczęśliwy. I może nawet ktoś Ci w to uwierzy. Może nawet Ty już sam w to uwierzyłeś. Pisałem na ten temat w artykule „Wszystko nam się udaje. Najbardziej udawać szczęście”.

Wiesz, dlaczego ja wolę tego zmarnowanego Ruperta?

Rupert jest bardzo bogatym misiem, chociaż nie ma ani złotówki. Nawet nie ma portfela, żeby gdziekolwiek trzymać pieniądze. Nie ma nawet smartfona, żeby płacić blikiem. Ale ma bardzo dużo doświadczeń. Od dziś będziemy mieć wiele wspólnych doświadczeń.

Blizny to doświadczenia, które ubogaciły moją osobowość. Nie pozwoliłem im na to, żeby wprowadziły więcej mroku do mojego serca. Moi bliscy też mi na to nie pozwolili. Może po prostu Bóg na to nie pozwolił. Stała się rzecz odwrotna.

To te blizny sprawiły, że noszę w sobie doświadczenia, które wypełniły moją pustkę. Nie kupisz doświadczeń za żadne pieniądze. Musisz je przeżyć. Kiedy uznasz przed sobą, że masę rzeczy schrzaniłeś, a komu dałeś trochę dobra, to zrobisz pierwszy krok, żeby poznać siebie samego. Jeśli zaczniesz się ze sobą kumplować i poznasz siebie samego, to już nie będziesz sam.

Rupert erwingalan.pl

Każdy z nas ma Ruperta, koło siebie. To taka prawda o nas samych. Możesz czytać całe życie slogany z Pani Domu – „zaakceptuj siebie, żeby poczuć się kobieco”, „nowy rok, nowa ja”, ale nikt Ci nie powie, że jesteś brzydki. Nieważne. Może i jesteś brzydki, ale prawdziwy człowiek nie jest ładny. Prawdziwy człowiek jest prawdziwy. To, czy jest ładny, czy brzydki nie stanowi przeszkody, żeby go pokochać.

Dlaczego nie akceptujemy swojej niedoskonałości?

Powodów jest wiele, ale mnie na myśl przychodzi głównie lęk przed odrzuceniem. Świat wymusza na nas bycie idealnymi. Piękne sylwetki na reklamach, doskonale ubrani ludzi, amerykańscy herosi na filmach. Lansuje się świat bez wad. Czyli z miejsca możemy stwierdzić, że lansuje się świat nieprawdziwy, sztuczny, złudny. Ale zamiast tego wolimy wierzyć w ten obraz.

Niesławny niemiecki minister propagandy Goebbels mówił:

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”

Dlatego uznaliśmy, że musimy być idealni, żeby nas lubili. Obnosimy się z naszymi sukcesami w sposób nieproporcjonalny do rzeczywistych dokonań lub obniżamy ich wartość i ukrywamy swoje zalety. Pisałem na ten temat w artykule pod tytułem „Nie grzeszysz skromnością – o chwaleniu się”. Tak trudno nam znaleźć balans. Próbujemy dać światu obrazek nas, który może mu się spodobać. Tymczasem psychologia mówi coś innego. Bardziej lubimy ludzi podobnych do nas. Czyli niedoskonałych, a co za tym idzie – autentycznych.

Bawią nas komedie i kreskówki z Kaczorem Donaldem, któremu ciągle coś się nie udaje. Jest podobny do nas. My także przypalamy jedzenie na patelni, co rujnuje nasze szanse na #foodporn fotkę na media społecznościowe (O pani co robiła zdjęcie swojemu jedzeniu). Nam też dzieci płatają figle i także zapominamy kluczy do samochodu. Tacy jesteśmy.

Mam w sobie jakąś łatwość w dostrzeganiu, kiedy człowiek jest autentyczny, a kiedy udaje. Zauważyłem, że ludzie autentyczni częściej przyznają się do swoich błędów i niepowodzeń. Na dodatek ja tych ludzi darzę większą sympatią i jestem bardziej skłonny im pomagać.

Zamiast więc na siłę tkwić w zbyt ciasnym pudełku o idealnym kształcie, warto sobie czasem pozwolić na chwilę szczerości i przyznać przed sobą i przed innymi – tak jestem niedoskonały, tak jak i wy…

 

Podobało Ci się?

Zobacz inne teksty, które mogą Cię zainteresować: Ziemia, tu introwertyk. Odbiór – MUST READpraca kreatywna

Sposób na życie – Alivestyle – poznaj mój sposób na życie
9 cech osób szczególnie kreatywnych

Grupa na Facebooku o prostym życiu

Zobacz także: