Zrywało się czereśnie z sadu u sąsiada.

Grało w kapsle. Śpiewało się głupkowate piosenki na szkolnych wycieczkach i puszczało styropianowe samoloty.

Kiedy jesteśmy smutni chodzimy na spacer

Wstałem jak zwykle przed budzikiem o 7:30. Jak zwykle podszedłem do okna i zobaczyłem (jak zwykle) dozorcę przy wjeździe do szpitala. Gawędził o czymś z sąsiadem.  Widząc jak para leci im z ust, pomyślałem, że narzekają na pogodę. Prysznic, kanapka. Tylko jedna, bo nie miałem apetytu na więcej. Słuchawki, winda. Samochód zostawiłem na parkingu. Ten dzień miał być dniem spacermistrzowskim. (Poczytaj więcej o typach spaceru tutaj)

Jak zwykle ruszyłem w dół Lubartowskiej. Jak zwykle mijałem ludzi, którzy tu mieszkają i tych, którzy po prostu się tu znaleźli. Ale dzisiaj ich twarze nie były zwykłe. Dzisiaj były powykrzywiane grymasem smutku. To nie była jakaś nagła, dojmująca rozpacz. To był zastały smutek.

Oczy były jakby puste. Nawet patrzyły w pustkę. Tłumaczyłem sobie to zwykłym porannym roztargnieniem. Ale w końcu zobaczyłem młodą dziewczynę z rozpuszczonymi, zniszczonymi i pomalowanymi na blond włosami. Szła gniewnym krokiem z rozpiętą kurtką, a hip -hopowe napisy na jej bluzie próbowały krzyczeć, że nie miała łatwego życia.

Ja widziałem to w jej oczach, które były tak czarne jak nastrój żałobnego konduktu. Jak wiele myśli pojawia się w głowie, kiedy patrzysz na taką twarz. Może jestem trochę ekscentryczny, ale bardziej interesują mnie smutne twarze. Widzę na nich zawiedzione nadzieje i tonę szczęścia jednocześnie.

Kiedy jesteśmy smutni wspominamy chwile szczęścia

Patrząc na smutnego człowieka, zaczyna się rozumieć, że kiedyś musiał być bardzo szczęśliwy. Dopiero, gdy coś tracimy zaczynamy to doceniać. To tylko truizm, ale z nich składa się nasze życie. Patrząc na tę dziewczynę zrozumiałem, że im większego szczęścia doświadcza się w życiu, tym bardziej można ucierpieć. Pomimo wszystko uważam, że warto podejmować takie ryzyko.

Widziałem starsze małżeństwo, które oprócz smutku miało na twarzy zdezorientowanie. Każde z nich patrzyło w inną stronę. W takich chwilach zaczynasz sobie wyobrażać jak ten starszy pan chodził na ryby z ojcem, a pani wiła wianki z mamą, gdy była dzieckiem. Jak się poznali przez przypadek, na jakimś przystanku, kiedy on podał jej zgubioną rękawiczkę. Jak kołysali do snu swoje dzieci, które później przynosiły im dumę. A teraz patrzysz na nich i widzisz jak nie są już młodzi, jak nie chcą się znać, jak nie mają przy sobie nikogo… Ich twarze pytały „jak to się mogło stać? Dlaczego nie może być jak dawniej?”.

kiedy jesteśmy smutni

Jest w nas coś takiego, co nie pozwala nam oderwać się od dawnych wspomnień. Szczęście, którego doświadczyłeś w przeszłości ustala poziom, do którego dążysz, który chcesz odbudować. Nie chcesz zaakceptować faktu, że to niemożliwe. W takiej sytuacji stajesz się permanentnie smutny. Szczęścia nie kupuje się na wagę czy na sztuki. Szczęście to wyjątkowe prezenty, szyte na miarę. To konkretne chwile o swoich własnych odciskach palców, których nie można odtworzyć 1 do 1.

Kiedy jesteśmy smutni zachowujemy się jak dzieci

Czasem zachowujemy się jak dzieci. Nawet krzyczymy na innych „zachowujesz się jak dziecko!”. Próbujemy kogoś obrazić, kiedy tak mówimy. To dlatego, że zazwyczaj mówimy to w gniewie. Ale taka jest prawda. Zachowujemy się jak dzieci, kiedy jesteśmy smutni i nie możemy znieść trudnych emocji. Płaczemy jak dzieci. Wtedy przenosimy się do czasów dzieciństwa, gdzie było bezpiecznie. Kiedy nie radzimy sobie z życiem, wolimy się zaszyć pod kołdrą jak chłopcy, co boją się potworów z szafy. Wtedy łatwiej nam znieść to wszystko. Taki nasz zwykły mechanizm obronny. Taka regresja, jakby powiedział Freud.

Robert Bly w książce „Żelazny Jan” opisał pewną baśń przenoszoną z pokolenia na pokolenie.

Dawno temu w pobliżu pewnego królestwa był staw. Coraz częściej zaczęli znikać tam rycerze, a później ci, którzy próbowali sprawdzić co się dzieje. W kóncu król zarządził osuszenie zbiornika. Wszyscy wylewali wodę ze stawu wiadrami. Okazało się, że na dnie mieszka włochaty humanoid. Nazwano go Żelaznym Janem od koloru włosów, przypominającego zerdzewiałe żelazo. Król nakazał wtrącić go do lochu. Syn króla i królowej pewnego razu zgubił złotą piłkę. Okazało się, że wylądowała w klatce Żelaznego Jana. Chłopiec przez długi czas bał się odzyskać tę piłkę, bo Jan dał ultimatum, że nie odda jej, dopóki dzieciak go nie wypuści. Klucz do klatki Żelaznego znajdujował się pod poduszką matki. Co rodzice zrobią chłopcu, gdy dowiedzą się, że ten próbuje wypuścić bestię?

kiedy jestesmy smutni

Cała bajka pełna jest symboli. Doskonała lektura zwłaszcza dla mężczyzn.

Polecam link do księgarni

W ramach ciekawostki zdradzę, że ta lektura jest obowiązkowa w niektórych formacjach zakonnych.

 

Tracimy złotą piłkę i przez resztę życia jej szukamy

Złota piłka symbolizuje naszą autentyczną, dziecięcą radość. Kiedy ją stracimy, przez resztę życia próbujemy ją odzyskać. Nie mamy jednak odwagi j do tego, by odebrać matce klucz do klatki i tkwimy w smutku, w sytuacji braku czegoś. Ciągle poszukujemy złotej piłki.

kiedy jesteśmy smutni

Ja także próbowałem zrozumieć, co się stało ze złotą piłką ludzi, których mijałem tego poranka.

Szedłem w górę Lubartowskiej. Próbowałem złapać jakiś uśmiech. Dosłownie nikt się nie uśmiechał. Nawet matka z dzieckiem. A może zwłaszcza ona… Przypomniało mi się jak pewien Amerykanin powiedział kiedyś, że Polacy mają twarze jak supermodelki – bez emocji. Tak, to by się zgadzało – pomyślałem.

Próbowałem zaobserwować choć jeden uśmiech tego ranka. W końcu przestałem próbować.

*Wszystkie zdjęcia wykonałem smartfonem w mieście Lublin na ulicy Lubartowskiej.

Podobało Ci się?

Zobacz inne teksty, które mogą Cię zainteresować:

Ziemia, tu introwertyk. Odbiór – MUST READpraca kreatywna

Sposób na życie – Alivestyle – poznaj mój sposób na życie

9 cech osób szczególnie kreatywnych

Zrywało się czereśnie z sadu u sąsiada.

Grało w kapsle. Śpiewało się głupkowate piosenki na szkolnych wycieczkach i puszczało styropianowe samoloty.

Kiedy jesteśmy smutni chodzimy na spacer

Wstałem jak zwykle przed budzikiem o 7:30. Jak zwykle podszedłem do okna i zobaczyłem (jak zwykle) dozorcę przy wjeździe do szpitala. Gawędził o czymś z sąsiadem.  Widząc jak para leci im z ust, pomyślałem, że narzekają na pogodę. Prysznic, kanapka. Tylko jedna, bo nie miałem apetytu na więcej. Słuchawki, winda. Samochód zostawiłem na parkingu. Ten dzień miał być dniem spacermistrzowskim. (Poczytaj więcej o typach spaceru tutaj)

Jak zwykle ruszyłem w dół Lubartowskiej. Jak zwykle mijałem ludzi, którzy tu mieszkają i tych, którzy po prostu się tu znaleźli. Ale dzisiaj ich twarze nie były zwykłe. Dzisiaj były powykrzywiane grymasem smutku. To nie była jakaś nagła, dojmująca rozpacz. To był zastały smutek.

Oczy były jakby puste. Nawet patrzyły w pustkę. Tłumaczyłem sobie to zwykłym porannym roztargnieniem. Ale w końcu zobaczyłem młodą dziewczynę z rozpuszczonymi, zniszczonymi i pomalowanymi na blond włosami. Szła gniewnym krokiem z rozpiętą kurtką, a hip -hopowe napisy na jej bluzie próbowały krzyczeć, że nie miała łatwego życia.

Ja widziałem to w jej oczach, które były tak czarne jak nastrój żałobnego konduktu. Jak wiele myśli pojawia się w głowie, kiedy patrzysz na taką twarz. Może jestem trochę ekscentryczny, ale bardziej interesują mnie smutne twarze. Widzę na nich zawiedzione nadzieje i tonę szczęścia jednocześnie.

Kiedy jesteśmy smutni wspominamy chwile szczęścia

Patrząc na smutnego człowieka, zaczyna się rozumieć, że kiedyś musiał być bardzo szczęśliwy. Dopiero, gdy coś tracimy zaczynamy to doceniać. To tylko truizm, ale z nich składa się nasze życie. Patrząc na tę dziewczynę zrozumiałem, że im większego szczęścia doświadcza się w życiu, tym bardziej można ucierpieć. Pomimo wszystko uważam, że warto podejmować takie ryzyko.

Widziałem starsze małżeństwo, które oprócz smutku miało na twarzy zdezorientowanie. Każde z nich patrzyło w inną stronę. W takich chwilach zaczynasz sobie wyobrażać jak ten starszy pan chodził na ryby z ojcem, a pani wiła wianki z mamą, gdy była dzieckiem. Jak się poznali przez przypadek, na jakimś przystanku, kiedy on podał jej zgubioną rękawiczkę. Jak kołysali do snu swoje dzieci, które później przynosiły im dumę. A teraz patrzysz na nich i widzisz jak nie są już młodzi, jak nie chcą się znać, jak nie mają przy sobie nikogo… Ich twarze pytały „jak to się mogło stać? Dlaczego nie może być jak dawniej?”.

kiedy jesteśmy smutni

Jest w nas coś takiego, co nie pozwala nam oderwać się od dawnych wspomnień. Szczęście, którego doświadczyłeś w przeszłości ustala poziom, do którego dążysz, który chcesz odbudować. Nie chcesz zaakceptować faktu, że to niemożliwe. W takiej sytuacji stajesz się permanentnie smutny. Szczęścia nie kupuje się na wagę czy na sztuki. Szczęście to wyjątkowe prezenty, szyte na miarę. To konkretne chwile o swoich własnych odciskach palców, których nie można odtworzyć 1 do 1.

Kiedy jesteśmy smutni zachowujemy się jak dzieci

Czasem zachowujemy się jak dzieci. Nawet krzyczymy na innych „zachowujesz się jak dziecko!”. Próbujemy kogoś obrazić, kiedy tak mówimy. To dlatego, że zazwyczaj mówimy to w gniewie. Ale taka jest prawda. Zachowujemy się jak dzieci, kiedy jesteśmy smutni i nie możemy znieść trudnych emocji. Płaczemy jak dzieci. Wtedy przenosimy się do czasów dzieciństwa, gdzie było bezpiecznie. Kiedy nie radzimy sobie z życiem, wolimy się zaszyć pod kołdrą jak chłopcy, co boją się potworów z szafy. Wtedy łatwiej nam znieść to wszystko. Taki nasz zwykły mechanizm obronny. Taka regresja, jakby powiedział Freud.

Robert Bly w książce „Żelazny Jan” opisał pewną baśń przenoszoną z pokolenia na pokolenie.

Dawno temu w pobliżu pewnego królestwa był staw. Coraz częściej zaczęli znikać tam rycerze, a później ci, którzy próbowali sprawdzić co się dzieje. W kóncu król zarządził osuszenie zbiornika. Wszyscy wylewali wodę ze stawu wiadrami. Okazało się, że na dnie mieszka włochaty humanoid. Nazwano go Żelaznym Janem od koloru włosów, przypominającego zerdzewiałe żelazo. Król nakazał wtrącić go do lochu. Syn króla i królowej pewnego razu zgubił złotą piłkę. Okazało się, że wylądowała w klatce Żelaznego Jana. Chłopiec przez długi czas bał się odzyskać tę piłkę, bo Jan dał ultimatum, że nie odda jej, dopóki dzieciak go nie wypuści. Klucz do klatki Żelaznego znajdujował się pod poduszką matki. Co rodzice zrobią chłopcu, gdy dowiedzą się, że ten próbuje wypuścić bestię?

kiedy jestesmy smutni

Cała bajka pełna jest symboli. Doskonała lektura zwłaszcza dla mężczyzn.

Polecam link do księgarni

W ramach ciekawostki zdradzę, że ta lektura jest obowiązkowa w niektórych formacjach zakonnych.

 

Tracimy złotą piłkę i przez resztę życia jej szukamy

Złota piłka symbolizuje naszą autentyczną, dziecięcą radość. Kiedy ją stracimy, przez resztę życia próbujemy ją odzyskać. Nie mamy jednak odwagi j do tego, by odebrać matce klucz do klatki i tkwimy w smutku, w sytuacji braku czegoś. Ciągle poszukujemy złotej piłki.

kiedy jesteśmy smutni

Ja także próbowałem zrozumieć, co się stało ze złotą piłką ludzi, których mijałem tego poranka.

Szedłem w górę Lubartowskiej. Próbowałem złapać jakiś uśmiech. Dosłownie nikt się nie uśmiechał. Nawet matka z dzieckiem. A może zwłaszcza ona… Przypomniało mi się jak pewien Amerykanin powiedział kiedyś, że Polacy mają twarze jak supermodelki – bez emocji. Tak, to by się zgadzało – pomyślałem.

Próbowałem zaobserwować choć jeden uśmiech tego ranka. W końcu przestałem próbować.

*Wszystkie zdjęcia wykonałem smartfonem w mieście Lublin na ulicy Lubartowskiej.

Podobało Ci się?

Zobacz inne teksty, które mogą Cię zainteresować:

Ziemia, tu introwertyk. Odbiór – MUST READpraca kreatywna

Sposób na życie – Alivestyle – poznaj mój sposób na życie

9 cech osób szczególnie kreatywnych

Zobacz także:

Zapisz się na newsletter i otrzymaj badania o MLM

Chcę zapisać się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać).

FreshMail.pl